Fotografowanie zaćmienia - po pierwsze bezpieczenstwo

Zacznijmy może od czarnego dowcipu, który jest często powtarzany gdy pojawia się temat obserwacji Słońca:

Ile razy można spojrzeć na Słońce przez teleskop bez filtra?
Dwa – raz jednym okiem i raz drugim.

Nie wiem czy śmieszne, ale na pewno prawdziwe.

W porównaniu z każdym innym obiektem, który możemy zobaczyć na niebie Słońce jest oślepiające. Próba sfotografowania bez odpowiednich zabezpieczeń na pewno zakończy się utratą wzroku i zniszczeniem aparatu. Jedynym pewnym zabezpieczeniem jest wykonanie lub zakup odpowiedniego filtra, który zredukuje ilość światła do poziomu ~0.001%. Filtry takie w wersji budżetowej można wykonać samodzielnie kupując w sklepach ze sprzętem astronomicznym tzw. folię mylarową, lub zakupić w wersji szklanej (droższej, ale zapewniającej lepszą jakość obrazu). Nigdy nie wolno eksperymentować z materiałami zastępczymi jak koce termiczne, dyskietki itp. (takie pomysły można czasami znaleźć w sieci).

Zakładam, że większość osób obserwujących zaćmienie raczej nie będzie zajmowała się fotografią Słońca na codzień, więc najrozsądniejszym rozwiązaniem będzie wersja minimalistyczna, czyli folia mylarowa. Można ją znaleźć w każdym sklepie z akcesoriami astro (adresów nie będę podawał – nie chcę być posądzony o uprawianie reklamy). Na pierwszy rzut oka wygląda jak zwykła folia metalizowana używana czasami do pakowania kwiatów, ale zapewnia, że to nie jest to samo. Przede wszystkim gwarantuje wysoką jakość wykonania, jest pokryta równomierną warstwą aluminium bez najmniejszych nawet „dziurek” i na pewno zagwarantuje odpowiedni poziom redukcji światła. Kosztuje w granicach 8-10 zł za arkusz 10x10cm, nie ma więc na czym oszczędzać.

Mylar występuje w dwóch wersjach oznaczonych jako ND5 i ND3.8. Liczby określają gęstość optyczną, lub inaczej stopień redukcji światła. Ta pierwsza jest ciemniejsza, dedykowana do obserwacji wizualnych, druga jaśniejsza i przeznaczona do zastosowań fotograficznych. Przez folię ND3.8 nie wolno patrzeć na Słońce bezpośrednio zarówno okiem nieuzbrojonym jak i przez teleskop (nie osłabia wystarczająco światła). W przypadku spoglądania przez celownik aparatu (np w lustrzankach) problemu nie ma, ponieważ po drodze znajduje się jeszcze matówka, która dodatkowo redukuje jasność obrazu. Z zakupem nie warto wstrzymywać się do ostatniej chwili, ponieważ czasami trzeba zaczekać kilka tygodni na dostawę, a w okresie przedzaćmieniowym zazwyczaj zwiększa się popyt na tego typu produkty.

Folię otrzymamy bez żadnej oprawy i sami musimy zadbać o pewne zamocowanie na obiektywie. Nie jest to materiał bardzo delikatny, ale nie można przesadzać. Szczególną uwagę trzeba zwrócić na przetarcia powierzchni – nie może być żadnych ubytków w pokrywającym ją metalu. Oprawę najprościej wykonać w postaci pierścienia pasującego do zewnętrznej średnicy obiektywu, w którego wnętrzu wkleimy odpowiedni kawałek folii. Często stosowanym rozwiązaniem jest wykorzystanie plastikowej pokrywki, lub nakrętki o średnicy zbliżonej (niewiele większej) od zewnętrznej średnicy obiektywu. Wystarczy wyciąć w niej okrągły otwór i oprawa na filtr jest gotowa. Oczywiście na brzegach pierścienia należy wkleić kawałki pianki/gąbki, która go uszczelni i zmniejszy w taki sposób, aby wszedł ciasno na obiektyw (w żadnym wypadku nie może spadać – oczu nie da się wymienić). Nie polecam natomiast metod typu owijanie obiektywu folią i przytrzymywanie jej taśmą lub gumką. Nie jest to bezpieczne – czasami taka fola spada (bywa, że gumki pękają ;)) i o wypadek nie trudno. Poza tym lepiej wykonać filtr w wersji do kilkukrotnego użytku – przed zaćmieniem warto poeksperymentować i poznać możliwości swojego aparatu, a zdjęcia na pewno wyjdą lepsze.

Poniżej przykład mojego filtra - wykonywałem go na lata, więc trochę się z nim pobawiłem. Składa się z dwóch części - pierścienia zakładanego na wlot obiektywu, oraz kawałka folii wklejonej pomiędzy dwa nieco mniejsze kółka. Umożliwia mi to wymianę samej folii bez konieczności każdorazowej wymiany pierścienia. Oczywiście w przypadku jednorazowego zjawiska takie rozwiązanie nie jest warte wysiłku. U mnie wygląda to w ten sposób:

filtr01.jpg

Pierścień zakładany na obiektyw i właściwy filtr z folii mylarowej

filtr02.jpg

Filtr wewnątrz pierścienia…

filtr03.jpg

…i całość na miejscu

Na zakończenie jedna uwaga tak na wszelki wypadek – wszystko co napisałem w związku z filtrem dotyczy oczywiście obserwacji/fotografowania fazy częściowej. Fazę całkowitą oglądamy i fotografujemy bez filtra – jego konstrukcja musi więc umożliwić sprawne zdjęcie i powtórne założenie odpowiednio na początku i końcu fazy całkowitej.

Następna strona >

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License